Samoakceptacja. Od czego zacząć?

Samoakceptacja. Od czego zacząć?

Uwaga! Uwaga!? Poszukiwana osoba bez kompleksów!
 
Kto, gdzie, kiedy? Znasz taką? Jeżeli tak, to gratuluję! Trafiłaś na unikatowy okaz. To jak wygrana w lotto. Trzymaj się jej jak rzep psiego ogona i podpatruj, jak stać się jej lepszą kopią.
 
Zastanawiałaś się kiedyś jak pogrupować kompleksy?
 
  • Urodowe – te, to najmniejszy pikuś. Idziesz do dr. Szczyta, rach ciach i po kompleksie.
  • Fizyczne – umawiasz się na randkę z Ewką i po kilku miesiącach wyglądasz jak jej lustrzane odbicie.
  • Umysłowe – tu jest większy problem, bo bez prania mózgu się nie obejdzie. Warto zainwestować w dobrą pralnię, bo mózg to nie włosy-nie odrośnie.
  • Geograficzne- przy odrobinie samozaparcia, zawsze można wyjechać np. do Dubaju.
 
Masz jeszcze jakieś propozycje?
Jak to jest z Twoimi kompleksami?
 
Ja w dzieciństwie miałam ogrom kompleksów.
 
Moim numer 1 był mój wzrost. 180 cm ponad poziom chodnika. Na wysokości piersi słyszałam głosy: ” Super ! Masz wzrost modelki”. Cóż z tego jak a ja byłam nieszczęśliwa…za krótkie spodnie, rękawy jak po młodszym barcie, za mali chłopacy (chodzenie z niższym facetem było obciachem). By zbliżyć się do poziomu moich rówieśników „kuliłam się w sobie” , a wtedy słyszałam „Wyprostuj się!” …Wieża, żyrafa, wielkolud…
 
Drugą lokatę zajmowało moje imię- Jowita… „Boże! Jaką krzywdę zrobili Ci rodzice…A skąd takie imię…Mama to miała fantazję…Jak się nazywasz? Jadwiga? Julita? Judyta?” O matko! Jak ja nie cierpiałam tych wszystkich pytań…Za każdym razem musiałam, albo tłumaczyć skąd koncepcja feralnego imienia, albo je poprawiać. Jowita -imię , którego nikt nie pamięta. Jakże ja wtedy pragnęłam być Julią albo Agnieszką…
 
Podium zamykały moje usta… Mięsiste i duże. Tfu! Nienawidziłam tego określenia…Nie raz słyszałam od „miłych” kolegów w klasie miłe określenie (wersja delikatna) -„usta do całowania”. Nie wspomnę o licznych propozycjach „towarzyskich”. Wtedy mnie wyedukowano: co mogłabym nimi robić i do czego są stworzone… Hmm… Jakoś nie doceniałam tej wiedzy wtedy…
 
Oczywiście było jeszcze mnóstwo innych perełek: dlaczego nie jestem tak piękna jak Asia z drugiego piętra, dlaczego mam włosy jak Chopin po koncercie, dlaczego moja pupa jest wielkości boiska szkolnego, itd…
 
Suma summarum efektem moich dywagacji na swój temat, było zafundowanie sobie jazdy na rollercoasterze czyli niskiego poczucia własnej wartości…
 
Biedna Jowitka złapana w pułapkę. Nikt nie był w stanie mi pomóc. Tzn. była jedna osoba, ale ja o tym nie wiedziałam…To byłam ja.
 
Odkrycie tej tajemnicy zajęło mi trochę czasu…W międzyczasie zdążyłam urodzić dziecko, rozwieść się, nieszczęśliwie zakochać i ponownie wyjść za mąż. Lepiej późno niż wcale. Udało się! Znalazłam kogoś – siebie, kto mógł mnie wyzwolić, z niewoli własnej głupoty.
 
Dziś? Wzrost jest moim atutem, bo wyróżniam się z szarego tłumu. Imię jest wyjątkowe, bo intryguje i przyciąga uwagę innych. A usta…no cóż…jestem atrakcyjną kobietą, która dzięki bogu, nie musi sobie ich obstrzykiwać. A kto wie jaki byłby tego efekt.
 
Jak pokochać swoje kompleksy? Kochana, pokochać, to przereklamowane słowo w tym przypadku. Na pewno warto zaakceptować te niedoskonałości, nad którymi nie da się popracować. Tak, tak nad niektórymi można pracować (patrz trening z Ewką).
 
Samoakceptacja to klucz do Twojego lepszego jutra . Jeśli nie zaakceptujesz siebie, będziesz stała w miejscu. Pokochaj siebie!
 
Dlatego zapraszam Cię dzisiaj na randkę z samą sobą. Oto scenariusz na dzisiejszy wieczór:
 
Usiądź dziś wieczorem wygodnie na kanapie, napij się czegoś orzeźwiającego umysł i sprawdź na ile akceptujesz siebie. Mam dla Ciebie 5 pytań. Oceń w skali 1-10
 
  • Jak bardzo jesteś świadoma siebie?
  • Jak dobry masz kontakt z sobą?
  • Jak bardzo w siebie wierzysz?
  • Jak bardzo jesteś z siebie zadowolona?
  • Jak bardzo akceptujesz siebie?
 
Jak było? Ciężko? Niewygodnie? Coś Cię uwierało? Jesteś zadowolona z wyników? Coś Cię zaskoczyło? Coś zmartwiło?
 
Pamiętaj! Najważniejszy pierwszy krok czyli mieć intencję samoakceptacji. Chcieć zmiany oraz porzucenie poczucia winy i zwątpienia w swoje możliwości.
 
Na dobry początek proponuję, byś wybaczyła sobie swój wcześniejszy brak akceptacji. Wybaczanie ma wielką, uzdrawiającą moc. Koniecznie spróbuj!