Minimalizm – konieczność czy fanaberia?

Minimalizm – konieczność czy fanaberia?

Kilka dni temu obejrzałam na Netflix dokument pt. Minimalism.

Sama w życiu raz jestem na fali minimalizmu, a czasami zew zakupowy poniesie i mnie. Potrafię wtedy zamówić na Zalando karton ciuchów (szczególnie przed dłuższymi wypadami w odległe zakątki świata).
No cóż jak przystało na Bosko Nieidealną – idealna nie jestem.

Od pewnego czasu zaczęłam jednak rozważniej patrzeć na to co kupuję. W ubraniach stawiam na jakość i ponadczasowość, a w akcesoriach/obuwiu – na oryginalność. Jak to mawia moja znajoma – grunt to szałowe buty/torebka/biżuteria. One robią całą stylizację. Choć mam małą słabość… kolorowe koszule ;)

Porzuciłam też marzenia o domu, i większym mieszkaniu, bo tak naprawdę i tak tylko w nim śpię. Zdecydowanie bardziej wolę podróżować po Polsce i świecie. Choć muszę się przyznać, że wczoraj naszła mnie myśl o mobilnym mini domku, z własnym źródłem energii. To z myślą o przyszłości… Bo wiecie na emeryturę liczyć co nie mam, a na starość taki domek pozwoliłby zaoszczędzić na comiesięcznych wydatkach.

W domu raczej nie mam zbędnych bibelotów. Nie jestem zbieraczem. Raz na pół roku robię przegląd szafy, i albo oddaję ubrania potrzebującym, albo sprzedaję i mam kasę np. na wyjazdy, czy zakup potrzebnych rzeczy. Pewnie trochę pomaga mi w tym mały metraż mojego mieszkania. Nie mam 50 ręczników w szafie, 24 częściowej zastawy stołowej (przy naszej 3 w zupełności wystarcza mi 6 talerzy), pościeli sprzed 20 lat i innych skarbów na czarną godzinę.

Nie jestem minimalistką, ale zaczęłam myśleć co mogę zrobić, by zmniejszyć konsumpcję, bo wiadomo duża konsumpcja pośrednio zabija naszą planetę. Nie wspomnę, że daje nam tylko pozorne i chwilowe poczucie „szczęścia”.

 

O co tak naprawdę chodzi w minimaliźmie?
Obejrzyjcie koniecznie ten dokument!